poniedziałek, 3 września 2012

Metropolie wschodu

W obu jest ruch lewostronny. W obu płaci się dolarami. Obie położone są na wyspach i szczyca się wielkimi działaczami chmur. I w obu wielokulturowosc jest tak olbrzymia, ze trudno rozszyfrować kto należy do większości, a kto jest nieproszonym przybyszem. Kolejnym celem wycieczki były Hong Kong i Singapur.
To co wymieniłam to całkiem sporo cech wspólnych. Jednak miasta różnią się od siebie jak ogień i woda.
Hong Kong to bogate miasto XX wieku w którym tysiące potomków kolonizatorow osiadło na luksusowych osiedlach wieżowców mieszczących się na gorującym nad miastem Wzgórzu Wiktorii. wiekszosc turystow wjeżdża na nie specjalnym zabytkowym tramwajem, jednak jak zobaczylam zatrwazajaca dwu i polgodzinna kolejke, zrezygnowalam. I wtedy pojawil sie kusiciel pod hinduska postacia, ktory przystanowszy przed mapa, stwierdzil ze idzie pieszo. Ech no i nadepnal mi na ambicje. I poszlam też.
Wspinaczka trwała niemal dwie godziny. Woda skończyła się po 20 minutach. Stopni celsjusza... milion. Umarłam jakieś 5 razy (tu pozdrawiam Alę). Po lewej Mercedes, po prawej Lamborghini, przede mną ochroniarz, za mną basen z barkiem, a ja w sportowych ciuchach umieram niczym w środku bezludnych Alp. Gdy w końcu dotarlam na szczyt mogłam zabić za szklankę wody, a mój hinduski rasizm, ktory wcześniej był w niegroznej śpiączce, osiągnął apogeum. Idiota! Posluchala ciapatego... a na szczycie kilkupietrowa galeria handlowa. Facepalm.

Jak się czegoś nienawidzi to oczywiście dostaje się to w nasilonych dawkach. W Singapurze mój hostel okazał się być w samym środku Little India (takie znajdujace sie w wielu miastach hinduskie chinatown). Kiczowata kolorową dzielnica z tysiącem mężczyzn siedzących na ulicach.  Spędziłam tam trzy dni.
I co? I oczywiście że kocham Hindusów! Że w każdej kolejnej miejscowości szukam noclegu w LI i że pierwszy raz w życiu mam ochotę jechać do Indii. Jej jacy oni kochani! Jacy uprzejmi, gościnni i jacy z nich dżentelmeni. A jednocześnie jak rewelacyjnie się bawią. Jak znają angielski i stawiają herbatę. No a te ich świątynię! Szaleństwo.

Z lenistwa nie pisze więcej. W HK bardzo polecam największy na świecie pomnik Buddy z brązu i muzeum historii HK (dzien w HK sponsorowalo wikitravel.org" ktoremu dziekuje za opracowanie swietnej i bezblednej trasy zwiedzania). Singapur zrobiłam na zielono: przemoglam swoja nienawisc do idei zwierzat w klatkach i odwiedzilam zoo w lesie deszczowym. Nadal nie lubię, choć zoo bylo zdecydowanie najlepsze, jakie widziałam (pozdrawiam biale tygrysy. Kocham was bardzo!). No i zdecydowane Tak dla ogrodu botanicznego. Wystarczy tego wygodnego. Z postanowieniem powrotu do wegeterianizmu pojechałam pociągiem do Malezji. Cel: dżungla


1 komentarz:

  1. Bo ja właśnie chciałam napisać, że też widziałam białego tygrysa! Mają przepiękne futerko, w cudownych odcieniach :) "moje" są w Harbinie ;)

    OdpowiedzUsuń