![]() |
| nasz domek |
![]() |
| widok z okna |
No ale kto jeździ do Austrii zwiedzać? To znaczy do Karyntii i w środku zimy? No nie bardzo. Przejdźmy więc do sedna. Jak oceniam teren narciarski?
A no oceniam. I, mimo pewnych minusów, wychodzi mi bardzo na plus.
| mapka rejonu narciarskiego |
Teren nie należy do największych. 100 kilometrów tras, 25 wyciągów. Właśnie te wyciągi do minusów należą. Pamiętają czasy Franciszka Józefa co najmniej, a nie jestem pewna, czy nie jeździła już na nich Maria Teresa. Trzęsą się, są obśrupane, zimne i wolne. Wchodzisz do takiej gondoli i żałujesz, że nie masz przy sobie książki (a czytam "Dzienniki kołymskie" Hugo-Badera, więc tym bardziej). 25 minut na szczyt! Akurat żeby zmarznąć i zamarzyć o grzańcu w jakiejś przytulnej knajpie (cwani Austriacy na samym szczycie jedną postawili.)Za to trasy przepiękne! Szerokie, długie (jedna niebieska ośmiokilometrowa, kilka czerwonych cztero). A na nich: NIKOGO!!! Zupełne pustki przypominające, że jesteśmy daleko od Amade Ski czy innych hiperresortów. Całe trasy można przejechać nie spotkawszy po drodze żywej duszy. A to lubię niezmiernie. Zwłaszcza jak trasy są szerokie, odpowiednio ostre i dobrze ośnieżone. Jeździ się po prostu rewelacyjnie.
A że góry do Alp wysokich nie należą - rzucając tę uwagę spotkałam się z ojcowskim oburzeniem, że każda z nich jest wyższa od Rys - to i jakoś piekielnie mroźno nie jest. Zresztą teren jest reklamowany, jako dobry na niezbyt wyczerpujące wędrówki piesze. Na mapce wygląda, że można po szczytach przejść dookoła całej doliny obserwując miasteczko ze wszystkich stron. Ładnie. Niewyczerpująco, średnioalpejsko ładnie. Wydaje mi się, że Alpy są zaniedbane przez zwolenników mocnych doznań. Jasne, tu nie ma możliwości wejścia na sześciotysięcznik, oczywiście, zawsze znajdujesz się w pobliżu cywilizacji i tak, na szlaku twojej wędrówki znajduje się zielony szlak narciarski z zamkniętym wyciągiem przy boku. Ale nie zmienia to faktu, że na kilka dni można się w nich zgubić. Tak że apeluję: Nowa Heloiza ma już z dwieście pięćdziesiąt lat, czas na nową alpejską narrację.Dobrze, zjedźmy już z tych gór bo Bad Kleinkirchheim chce się przypomnieć, że to nie koniec, że trzeba wspomnieć o czymś jeszcze. Panie i panowie: Termy. Cudne, olbrzymie, trzy piętrowe termy, z basenami na świeżym powietrzu, jacuzzi i dziesiątkami saun. Nie przesadzam. Z tego co na prędko liczę jest ich tam 15. Parowe, fińskie, tureckie - co chcecie. Co pół godziny w którejś z nich odbywa się rytuał i w temperaturze stu stopni fundują ci olejki miodowe, winne czy czekoladowe. W chwili przerwy możesz sobie zafundować przepyszny koktajl mleczny w tamtejszej restauracji. Dwie godziny tam to za mało. Trzy... no, na styku starczy.
| strefa saun w Romerbad Thermal Spa |
Zdjęć z term nie będzie, bo jak przystało na termy obowiązuje tam zakaz wnoszenia tak aparatów fotograficznych jak i jakichkolwiek skrawków odzieży. No może choć jedno ze strony byście mogli wyobrazić sobie w jakich warunkach się to wszystko odbywa. Ja stamtąd mogę nie wychodzić!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz