wtorek, 12 marca 2013

Sycylijskie plany

Wcześniej wspomniałam o tym jednym słowem. Ale już chyba nadszedł czas, żeby napisać coś więcej. W końcu to już tylko (aż?) 43 dni zostało do wyłączenia prądu, zamknięcia mieszkania na klucz i z plecakami przedostania się na krakowski dworzec autobusowy, po to żeby kilka godzin później znaleźć się na rzeszowskim lotnisku. CEL: Sycylia!

ukochane Arezzo - backpacking 2011
Ze wszystkich krajów świata Włochy są miejscem, które odwiedzam najczęściej. Po raz pierwszy zostałam do niego wysłana przez rodziców na obóz, który zresztą w większości przeleżałam chorując w łóżku. W kolejnych latach bywałam wielokrotnie w Alpach na nartach, uczestniczyłam w zorganizowanej wycieczce autokarowej a la "Włochy w 14 dni", spędziłam tam kilka dni w drodze na Korsykę, aż w końcu stały się głównym europejskim celem moich ostatnich wyjazdów. Bawią mnie ostatnie statystyki:

Cinque Terra 2011

  • Rok 2011 - backpacking Rzym-Arezzo-Toskania; długi weekend w rejonie Cinque Terra
  • Rok 2012 - romantyczny weekend w Wenecji; tygodniowy trekking w okolicach Livigno
Wychodzi na to, że jestem włoską pasjonatką. Aż wstyd, że w tym języku potrafię powiedzieć może 20 słów.



Najwyższy czas na 2013. Plan jest następujący:
z Alą w Livigno 2012
Lecimy z przyjaciółką Alą z Rzeszowa do Trapani. Bilet kupiłyśmy nietypowo, w jedną stronę. Wylatujemy 24 kwietnia. 5 maja musimy być z powrotem w Krakowie.
Co się wydarzy w międzyczasie? Nie bardzo potrafię powiedzieć. Można powiedzieć, że postanowiłam wrócić do korzeni i poruszać się autostopem. Dajemy sobie 11 dni by z Trapani znaleźć się w Krakowie. 11 dni i 2700 km.


Po drodze kosztujemy włoskiej ziemi. Skupiamy się na samej Sycylii, na której żadna z nas do tej pory nie była. W planach kilka punktów:

1. Miasteczko Erice przy Trapani
2. Riserva Naturale Dello Zingaro
3. Palermo
4. Etna (która teraz jest dość niespokojna, ale dajemy jej 40 dni na opanowanie swojej kobiecej natury)
5. Taormina

Po wyjeździe z Sycylii bardzo mi zależy, żeby trafić do Alberobello i Apulii. To jednak będzie zależeć od możliwości czasowych.




Plan jest napięty. Koszty małe. Postanowiłyśmy udowodnić sobie, że jesteśmy w stanie przeżyć za 10 euro dziennie. Nocujemy w namiocie i przez couchsurfing. Jemy to co zjeść się uda, choć zamierzam sobie pozwolić na kilka przysmaków włoskiej kuchni. Jednym słowem: nie możemy się doczekać.

P.S. Ostatnio czuję, że zaniedbuję bloga. Nie chodzi nawet o samo pisanie. Rzadziej do niego zaglądam, rzadziej aktualizuję facebookowy profil. Nie jest to objaw lenistwa. Tydzień temu ruszyłam bowiem z portalem poświęconym literaturze podróżniczej: www.trawelogi.pl. Na nim między innymi moja recenzja książki o południowych Chinach (w ramach planowania przyszłości). Gorąco zapraszam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz