piątek, 24 sierpnia 2012

Zalezna na kolei

Ta instytucja wymaga osobnej notki.
Kiedy wreszcie postanowilam opuscic Pekin i w zwiazku z niedostatkiem czasu wybrac sie bezposrednio do Szanghaju, wybralam sie na dworzec kolejowy. Wiedzialam juz, ze pociagi do Sz. wyjezdzaja co ok. 10 minut, nie przejmowalam sie wiec ewentualnym brakiem biletow i na stacje pojechalam z calym swoim dobytkiem.

To co zobaczylam przeroslo moje mozliwosci poznawcze. Wyobrazcie sobie
 wielki plac, a na nim kilkadziesiat bramek przejsciowych. Przed kazda
z nich kolejka na conajmniej kilkadziesiat osob. Zorientowalam sie, ze
 przekraczaja je juz z biletami w rece, wiec najwyrazniej kasy musza
byc gdzie indziej. Po chwili ogledzin znalazlam okienko z napisem
"platform permition - 2Y" (ok. 1zl). To widocznie musialo byc tu. Kto
wie, moze bilety kupuje sie na peronach. Pani z okienka jednak w
swojej nienagannej chinszczyznie, wspomagajac sie jezykiem migowym
odeslala mnie na prawo. Czyli wlasnie do bramek. Niestety po tym jak
grzecznie przeczekalam kolejke (jeszcze ciagle nie potrafilam sie
przepychac - dzis idzie mi to lepiej), zostalam odeslana jeszcze
bardziej na prawo. W koncu na drugim, niewidocznym z mojego
poczatkowego polozenia, koncu placu znalazlam! Wielka hala, a w niej
40 kas. Wszystkie otwarte, a przy kazdej kasie kolejka na jakies 30
osob. Z rozpacza szukalam automatow biletowych - niestwierdzono. Za to
na szczescie w jednej(!) z kas mowili po angielsku. Ustawilam sie
grzecznie, i po 45 minutach, w trakcie ktorych zdazylam sie
zaprzyjaznic z dwoma bardzo milymi Szwajcarkami, z ktorymi potem
zjadlam sniadanie w McDonaldzie, udalo mi sie kupic bilet na za dwie
godziny i... z innej stacji. Na szczescie dotarlam na nia bez
problemu. To bylo pierwsze zdumienie chinska koleja.

NIe trzeba bylo dlugo czekac na drugie. Dworzec Poludniowy, na ktory
mnie wyslano nie byl dla mnie dworcem. To bylo lotnisko! I to nie
jakis krakowski czy wroclawski wypierdek (nawet z nowym terminalem)
(pisane na komputerze w hostelu. Brak polskich liter nieunikniony, ale
za to mniej literowek). Nie! To bylo porzadne wielkie lotnisko (zdaje
sie ze Okecie tez nie moze sie z nim mierzyc) z przejsciem
bezpieczenstwa, wielka, nowoczesna hala odlotow z dziesiatkami
kawiarn, restauracji i sklepow. Byly tez slynne "gates", przed ktorymi
staly w rzedach krzesla, a na nich ludzie bawili sie smartfonami (w
chinskim metrze jesli ktos czyta to na iphonie, jesli gra to na
iphonie i jesli oglada film to na iphonie). Jedyne co w tym lotnisku
nie bylo lotniskiem, to to ze zamiast do samolotow, wchodzilo sie do
pociagow. Podobna stacje widzialam potem w Szanghaju. Zapewniam, w
porownaniu do nich nasze modernizacje stacji glownych Wroclaw i Poznan
moga schowac sie gleboko w latach 90tych.

Zaskoczenie trzecie. W sumie nie bylo zaskoczeniem. Ale bylo
przezyciem tego na co czekalam. Chinski ekspres! 1200km w 5 godzin i
20 minut. Mialam przed soba informacje z jaka predkoscia jedziemy.
Przyjemnie patrzylo sie na to 309, 310, 311...A za oknem chinska bieda
i chlopi (proletariat?) pracujacy z koszami na plecach i kapeluszami
na glowach. Takich dokladnie jak sobie wyobrazacie! No... takimi...
Chinskimi :)

Zaskoczenie czwarte: Probowalam z Szanghaju kupic bilet na pociag
nocny do Tunxi. Jest tam swieta gora Chinczykow, podobno absolutne
must see. Probowalam na dwie noce do przodu, na trzy noce do przodu,
na cztery juz nie moglam sobie pozwolic. Nie udalo sie. Wszystko
zajete! Do ostatniego miejsca stojacego.

I zaskoczenie piate. W Szanghaju znalazlam! Tak jest! Byly automaty do
biletow. Z chytrym usmiechem na twarzy pognalam do wolnego, wybralam
interesujaca mnie destynacje, rodzaj siedzenia i dzien i przeszlam do
zaplaty. W koncu pojawila sie prosba, zebym przylozyla swoje ID.
Elektryczne. Paszport nijak nie dzialal. Maszyna obslugiwala tylko
dokumenty chinskie A Wszystko to w pieknej mowie angielskiej.

Bo to sa wlasnie Chiny. W ksiegarniach przy dzialach beda nazwy
chinskie i angielski dodatek "foreign literature", na aptekach napis
Pharmacy, na informacji turystycznej Tourist Information. Nie nalezy
sie jednak ludzic. Potrafia powiedziec hello i tsankju. Ale czy mozna
ich winic? No nie mozna.



Notka napisana na komputerze w hostelu, wobec czego brak polskich
liter jest oczywisty. No ale przynajmniej jest mniej literowek, niz
gdy pisze z komorki. Literowek ktorych, wybaczcie, poprawiac nie bede!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz