A na ulicach Putongu... Jak czysciutko! jak sterylnie. Zadnej rykszy, żadnego ulicznego stoiska, żadnego nieproszonego domku. szerokie ulice i naziemne przejścia dookola rond. Tak wygląda XXI wiek z obrazka. I tylko tekst na ścianie jednego z budynków, wieszczacy potęgę państwa chińskiego, która obrazuje to oto dzieło obywatela architekta X, jakby nie pasowało.
Rewelacyjne jest stare miasto. Idąc od strony rzeki, najpierw minęła bambusowy park, potem typowo azjatycki bazar, aż w końcu natknelam się na wysoki mur z nad którego wystawal spadzisty dach. Budynek okazał się świątynia Konfucjusza i był pierwsza tego typu świątynia widziana przeze mnie w Chinach (poprzednie były zbyt turystyczne). zaraz obok znajduje się przesliczna z najstarsza w Szanghaju herbaciarnia na jeziorze. posłużyła ona za wzór dla wszystkich innych herbaciarni chińskich, a jej wizerunek zdobi słynna porcelanę Błękitna Wierzba. Zaraz przy herbaciarnia jest wejście do ogrodu Lu. absolutnego must see. Zdaje się, że w życiu nie byłam w piękniejszym ogrodzie. Wbrew temu co było napisane w przewodniku, nie było tak tłoczno. większość turystów ograniczala się do starówki. Naprawdę nie wiedzą co stracili.
I co? I to w zasadzie wszystko, co mogę powiedzieć o Szanghaju. byłam jeszcze w jednej świątyni (droga i nieciekawa), w dzielnich galerii sztuki (ok, ale bez przesady) i w muzeum Szanghaju (fajne. podobno najlepsze w kraju. no... fajne ). Z miasta wyjeżdżałam raczej szczęśliwa, niż smutna. raczej nie zechce wrócić.było po prostu zbyt normalnie.
(Notka pisana dwa razy. Pierwsza w tajemniczych okolicznościach zaginęła)

Ja, dla odmiany, uwielbiam Szanghaj! Na Bundzie mogłabym chyba siedzieć w nieskończoność i by mi się nie znudziło. W dzień młode człowieki na zakupach, tańczące Gangham Style, wieczorem tańce i śpiewy starszej części. Niekończąca się historia :)
OdpowiedzUsuńFajnie jest się różnić ;)